Wysłany: Czw Sty 24, 2008 8:43 am Temat postu: kto jest kim (narodowość, obywatelstwo)
JJThompson napisał:
Dziś też bardzo ciekawą partię rozegrał Czepałow z Krasenkowem. Niestety nasz rodak poległ, ale za to ognia było na szachownicy tyle, że aż się kurzyło.
JJ małe pytanko; czy Korcznoj jest szwajcarem?, czy Shirov jest hiszpanem?, czy może raczej reprezentują tylko barwy w/w krajów?
Jeżeli odpowiedziałeś sobie na te pytania, to małe pomocnicze zadaj sobie sam...
JJ małe pytanko; czy Korcznoj jest szwajcarem?, czy Shirov jest hiszpanem?, czy może raczej reprezentują tylko barwy w/w krajów?
Poczytaj trochę więcej o nich. To nie było tak, że pokłócili się o kasę w kadrze i zmienili federację, żeby móc startować, jak to się często dzieje w różnych dyscyplinach. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
"Techniki informatyczne w szachach" - artykuł.
Poczytaj trochę więcej o nich. To nie było tak, że pokłócili się o kasę w kadrze i zmienili federację, żeby móc startować, jak to się często dzieje w różnych dyscyplinach.
a co ma pierniczek do.., no właśnie, kolega JJ nazwał Pana Michała rodakiem, w słowniku synonimów istnieją inne określenia tożsame; krajan, pobratymiec, ziomek. Pan Michał jest obywatelem mojego kraju i reprezentuje Go na arenie międzynarodowej i ja się z tego bardzo cieszę i Pana Michała szanuję, ale z całym szacunkiem nie spełnia on kryteriów bym mógł go nazwać jak wyżej. Historie wymienionych przez Ciebie znam i zaprawdę powiadam Ci wojtzuch nie jarzę o so się Tobie rozchodzi (who is Toba?)
Ostatnio zmieniony przez Janczewski dnia Czw Sty 24, 2008 12:09 pm, w całości zmieniany 2 razy
Krzyśkowi chodzi (wg mnie) o to, że narodowości się nie wybiera, w odróżnieniu od obywatelstwa.
Ale to rozmowa na inny temat. _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
VII powolniak, tpp
a co ma pierniczek do.., no właśnie, kolega JJ nazwał Pana Michała rodakiem, w słowniku synonimów istnieją inne określenia tożsame; krajan, pobratymiec, ziomek. Pan Michał jest obywatelem mojego kraju i reprezentuje Go na arenie międzynarodowej i ja się z tego bardzo cieszę i Pana Michała szanuję, ale z całym szacunkiem nie spełnia on kryteriów bym mógł go nazwać jak wyżej.
Spędził kawał życia w Polsce (od 1992, obywatelstwo od 1996), pisze po polsku (nigdy go nie słyszałem) pewnie lepiej niż większość ludzi w Polsce... Masz coś staroświeckie rozumienie pewnych pojęć. Proponuję zapytać się jakiegoś Szwajcara, czy uważa Korcznoja za Szwajcara (Szirow to może gorszy przykład), albo Amerykanina, czy uważa Madeleine Albright za swoją rodaczkę. Pewnie nawet Cię nie wyśmieją, bo po prostu nie zrozumieją, o co Ci chodzi _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
"Techniki informatyczne w szachach" - artykuł.
a co ma pierniczek do.., no właśnie, kolega JJ nazwał Pana Michała rodakiem, w słowniku synonimów istnieją inne określenia tożsame; krajan, pobratymiec, ziomek. Pan Michał jest obywatelem mojego kraju i reprezentuje Go na arenie międzynarodowej i ja się z tego bardzo cieszę i Pana Michała szanuję, ale z całym szacunkiem nie spełnia on kryteriów bym mógł go nazwać jak wyżej.
Spędził kawał życia w Polsce (od 1992, obywatelstwo od 1996), pisze po polsku (nigdy go nie słyszałem) pewnie lepiej niż większość ludzi w Polsce... Masz coś staroświeckie rozumienie pewnych pojęć. Proponuję zapytać się jakiegoś Szwajcara, czy uważa Korcznoja za Szwajcara (Szirow to może gorszy przykład), albo Amerykanina, czy uważa Madeleine Albright za swoją rodaczkę. Pewnie nawet Cię nie wyśmieją, bo po prostu nie zrozumieją, o co Ci chodzi
A co powiesz o Przewodniczącym Związku Niemieckich Towarzystw (VdG)? Henryk Kroll też kawał życia spędził w Polsce (od 1949), pisze i mówi po polsku, ...
PS
To tylko przykład. _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
VII powolniak, tpp
wojtzuch nie można mieć staroświeckich pojęć w tych sprawach, zwyczajnie się nie da, polakiem się trzeba urodzić, obywatelem polskim już niekoniecznie i jest to różnica, której nie zatrą jakieś nowomody.
Acha i proponuję powrócić do tematu właściwego tematowi
to co tam nowego w Wijk an Zee wygląda na to, że młodzieniec okrzepł i stał się z Carlsena prawdziwy GM, ciekawym, kiedy ten młody chłonny umysł sięgnie po tytuł Mistrza Świata
Właśnie dlatego nie chciałem się wdawać w dyskusję na ten temat. Podam przykład: jakiś rok temu stałem wieczorem na przystanku i nie było tam nikogo oprócz dwóch murzynów dyskutujących w jakimś afrykańskim języku. Podszedłem i spytałem "Excuse me, what time is it now?". Ku mojemu zdziwieniu jeden z nich uśmiechnął się szeroko i odpowiedział płynną polszczyzną: "Jest już piętnaście po jedenastej". Zdecydowanie wolę spotkać kogoś takiego niż jakiegoś dresa, który każe mi nazywać się swoim "ziomkiem" i z miłości pobije mnie i skroi mnie zanim jeszcze zdążę otworzyć usta. _________________
Też bym wolał Panów od dresa. Tak troszkę drążąc JJ, Panowie byli polakami czy obywatelami polskimi, bo zdaje się, że na taką kwestię zwróciłem uwagę, nic nie pisałem o dresach, obcokrajowcach. Zręczam Ci, że w innych krajach, nacjach czy pomiędzy różnymi rasami, też znajdziesz dresów, takich samych jak u nas.
wojtzuch nie można mieć staroświeckich pojęć w tych sprawach, zwyczajnie się nie da, polakiem się trzeba urodzić, obywatelem polskim już niekoniecznie i jest to różnica, której nie zatrą jakieś nowomody.
Powiedziałbym, że w historii Polski obywatel Polski urodzony w Polsce, jednak nieczujący się Polakiem w sensie narodowościowym był czymś normalnym i pojęcie "urodzić się Polakiem" w sensie terytorialnym nie miało racji bytu. To w wyniku wojny mamy taką — nienormalną! — sytuację. Szufladkowanie według tego, gdzie i w jakiej rodzinie ktoś się urodził, prowadzi do absurdów. Czy ktoś, kto nie czuje związków z ojczyzną, marzy o emigracji i za granicą ukrywa swoje pochodzenie, jest bardziej Polakiem niż ktoś, kto naprawdę traktuje Polskę jako swoją nową ojczyznę? Czy ktoś, kto urodził się za granicą w czasie, gdy jego rodzice byli na wakacjach albo, jeszcze lepiej, na wieloletnim kontrakcie, jest Polakiem, podczas gdy dziecko emigrantów, które trafiło tu w wieku kilku miesięcy, już nim nie jest? Czy ktoś, kto się tu urodził w rodzinie emigrantów, nie jest Polakiem? A jeśli jedno z rodziców jest innej narodowości? A jeśli ktoś się urodził przed wojną w miejscu, które wtedy należało do Polski, ale w niepolskiej rodzinie? A jeśli ktoś się urodził w tym samym miejscu już po wojnie, ale w polskiej rodzinie? A ktoś, kto bardziej czuje się Kaszubem niż Polakiem, jest w 100 procentach Polakiem czy nie? Czy dzieci potomka Sobieskiego w prostej linii, który ożeni się z mieszkającą w Polsce Niemką, nie będą w 100 procentach Polakami? W ten sposób można dojść do neandertalczyków...
I naprawdę pogadaj z jakimś Francuzem, Brytyjczykiem, Amerykaninem lub Szwajcarem (cztery oficjalne języki!) — może być śmiesznie. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
"Techniki informatyczne w szachach" - artykuł.
Szufladkowanie według tego, gdzie i w jakiej rodzinie ktoś się urodził, prowadzi do absurdów. Czy ktoś, kto nie czuje związków z ojczyzną, marzy o emigracji i za granicą ukrywa swoje pochodzenie, jest bardziej Polakiem niż ktoś, kto naprawdę traktuje Polskę jako swoją nową ojczyznę?
Dla odróżnienia narodowości (odczucia) i obywatelstwa (prawo) dam inny przykład.
wszystko zależy od punktu widzenia
Z tego co wiem (a mogę się mylić), to według prawa niemieckiego, Niemcem jest się po linii ojca.
Według prawa żydowskiego, żydem jest się po linii matki.
Kim jest syn/córka, gdy:
matka jest Żydówką
ojciec jest Niemcem
jest obywatelstwa rosyjskiego
czuje się Czechem/Czeszką
jest mieszańcem ras żółtej, białej i czarnej.
_________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
VII powolniak, tpp
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach