Wysłany: Pią Cze 19, 2009 11:46 pm Temat postu: Dlaczego arcymistrzowie nie walczą do końca?
jak w temacie
Zauważyłem na różnych stronach z partiami szachowymi arcymistrzów, że zawodnicy poddają się bez walki gdy tylko rywal osiągnie przewage. No i mam w związku z tym pytanie: dlaczego?
Ciekawy jestem czy 100% parti, w których arcymistrzowie poddają się zakończyłoby się ich porażką. _________________ "1h szachów = 3h matematyki"
"Życie jest jak partia szachów, wszystko zależy od ciebie"
W partiach towarzyskich tak, ale na turniejac ja przynajmniej walcze do końca. Rok temu przeciwnik miał króla i 2 piony na króla, popełnił błąd i remis. A przecież wcześniej mogłem się poddać. Uważam, że należy walczyć do końca, przeciwnik może jakąś głupote zrobić, jak np. widziałem ostatnio pozycje końcową w partii na kurniku kiedy to koleś miał 5 wież i hetmana, figury lekkie i to zpatował. _________________ "1h szachów = 3h matematyki"
"Życie jest jak partia szachów, wszystko zależy od ciebie"
Jest coś takiego jak kultura gry... Jeżeli przeciwnik ma hetmana i króla a na zegarze 10 minut a Ty masz gołego króla i podobną ilość czasu to też grasz twardo do końca? _________________ Opus Vitae
Jest coś takiego jak kultura gry... Jeżeli przeciwnik ma hetmana i króla a na zegarze 10 minut a Ty masz gołego króla i podobną ilość czasu to też grasz twardo do końca?
Ja bym to nazwal KULTURA i ZROZUMIENIEM gry. Jedno bez drugiego moze funkcjonowac. Dlatego dopiero OBA tworza to, ze nie potrzebujemy dowodow, ze przeciwnik sobie poradzi. Oczywiscie NIKT nie moze nas zmusic, abysmy nie mogli grac do konca, pytanie tylko PO CO?
Osobiscie poddaje pozycje, w ktorych OSOBISCIE bez zadnych problemow moglbym wygrac z przeciwnikiem majac jego pozycje (i to jeszcze z zamknietymi oczami). Takze wtedy, gdy w ZADEN sensowny sposob nie da sie odeprzec miazdzacego ataku. Wyjatek stanowi sytuacja, gdy przeciwnik ma "wiszaca" choragiewke - wtedy jesli sie nie wyrobi, to dostaje W NAGRODE (za dobra i szybka moja gre) pol punkta (w skrajnym wypadku caly).
Ostatnio ciagnalem koncowke bez lekkiej figury i bez kontry z kolesiem prawie 2200. Chcialem zobaczyc jak bedzie realizowal przewage i czy bedzie "robil dziury" i czy pojdzie na wzajemna kontre czy bedzie gasil wszystkie moje zapedy. Przekonalem sie i juz wiem jak ja mam grac, gdy mi ktos bedzie takiego wora ciagnal
Podsumowujac powiem, ze osobiscie poddaje PO TO, aby samemu nie tracic czasu ani nerwow. Najczesciej wystarcza mi to, ze przeciwnik mnie pieknie ogral w czasie partii. Nie potrzebuje sprawdzac czy potrafi matowac (wyjatek - ciagnalbym prawie do mata koncowke G+S, takze przeciwko GM).
Jeden z rosyskich zawodnikow (mistrzow?!) powiedzial na ten temat (poddawania przed matem - niekiedy dosc grubo): "Lepiej konczyc bez meczenie, niz meczyc bez konca {w domysle zbyt dlugo}".
Odnosnie partii, ktora powyzej podales, to na Twoim miejscu (ja takze) jeszcze troche bym kontynuowal gre. Jednak gdyby przeciwnik zrobil 8-10 poprawnych ruchow i kontra by sie skonczyla (lub by jej w ogole nie bylo), wtedy podziekowalbym bez sprawdzania czy potrafi matowac
PS. Pojawia sie pytanie czy granie do konca jest wyrazem braku szacunku czy tez jest to prawo zawodnika, wiec "nic nikomu do tego". Jak dla mnie NA PEWNO (w pozycjach totalnie przegranych) jest to wyraz desperacji i/lub braku pogodzenia sie z porazka (czesto gramy partie 60-80r i 3-4godziny, wiec nagle poddac to trudne przestawienie dla niektorych zawodnikow). Niekiedy miewam tak, ze "przeciagam" (automatycznie) tylko dlatego, zeby pomyslec jak zagram w dniu nastepnym. Zwykle po zakonczeniu partii przepraszam zawodnika, ze "nie zatrzymalem wczesniej pozycji". _________________ Grajac w szachy (na)ucz sie myslec. Odtwarzanie zostaw innym. Myslenia nie da sie zastapic pamiecia, jesli marzysz o sukcesach a nie super pamieci!
Wysłany: Sob Cze 20, 2009 6:11 am Temat postu: Re: Dlaczego arcymistrzowie nie walczą do końca?
w pewnych pozycjach warto sprawdzić przeciwnika, a w innych nie ma sensu przeciągać gry, indywidualna sprawa oceny i decyzji, jak ktoś powiedział /pewnie Tartakower/ - nikt jeszcze nie wygrał przez poddanie się
Dlaczego arcymistrzowie nie walcza do konca (do mata) ,to poczekajmy na wypowiedz GM.
================
Szachy to nie tylko wygrywanie ,ale rowniez przegrywanie w pieknym stylu.
----------------
Ponizej gra tpp -Wladek z Chicago rok temu...
--------------
Dorobilem kilka goncow ,zablokowalem pola krolewskie i pozwolilem tpp-wi zamatowac sie...
-------------
W szachach trzeba miec styl , trzeba odpowiednio przegrac ,a jak potrzeba ,to rowniez wygrac > stylowo.
Ja też osobiście jestem zdania, że jeśli przeciwnik osiągnął wystarczającą przewagę do wygrania partii na skutek przemyślanej gry i czuję, że gra na porównywalnym (albo wyższym) poziomie do mojego, to nie ma sensu przeciągać partii. Wyjątkiem mogą być partie o specjalnym znaczeniu (jakiś drobny zakład lub brakujący punkcik w turnieju) no i oczywiście gdy przewaga nie jest miażdżąca, to można trochę spróbować powalczyć no ale nie w sytuacji K+H vs K .
Dlaczego arcymistrzowie poddają partie i nie walczą do końca?
Kiedyś jeden arcymistrz odpowiedział na to pytanie tak:"Lepsza jest szybka śmierć, niż przewlekła."
Wystepują tu dwie kwestie. A mianowicie:
1. Kultury osobistej szachisty.
2. Kultury osobistej szachisty.
ad. 1.
Kultura osobista szachisty gry w niedoczasie.
ad. 2.
Kultura osobista szachisty gry w pozycjach przegranych:
Jesli zawodnik nie poddaje partii, to jeśli chcemy wyjść honorowo z tej "opresji" (bo, np.: uczymy się gry i chcemy poznac możliwości matowania) pozwalamy naszemu przeciwnikowi dać mata i nie poddajemy partii jeden ruch przed zakończeniem partii.
Najczęściej takie zachowania możemy zaobserwować u młodych szachistów, którzy mają braki wychowawcze (rozwiązanie: wychowanie pruskie. Jeśli dziecko coś zrobi źle - ukarać. Mało tego jak jeszcze nic złego nie zrobi ukarać przed czynem dokonanym Hehe, mmm, niop, z tym to akurat żartowałem, aby nikt nie pomyślał sobie, że jestem jakimś sadystą. Hehe). Ale poważnie - musimy nauczyć nasze pociechy zachowania godnego szachisty ponieważ szachy kształtują nasz charakter.
Tylko osoby obłudne i szachowi oszuści dopuszczają się niegodnych czynów wobec swojego rywala. Motywują to tym, że zwycięstwo moralne się nie liczy. Liczy się zwycięstwo i najpopularniejsze okreslenie: "cel uświęca środki". Dlatego na turniejach gdzie poziom szachistów (gry i kultury osobistej) jest niski, to szachiści celowo działają tak aby w zabroniony sposób przeszkadzać przeciwnikowi w grze: np.: machanie ręką nad szachownicą, niepozwalanie na dokończenie posunięcia przez rywala, jak i złe używanie zegara szachowego (głośne naciskanie dźwigni zegara), odchodzenie od partii na swoim posunięciu. Ja z tymi wszystkimi zachowaniami się spotkałem, a i mało tego nawet byłem posądzany o oszustwo i wspomaganie się niedozwolonymi środkami (podczas partii lubię sobię zapalić papieroska Oczywiście mój przeciwnik nie oskarżył mnie bezpodstawnie, ale w momęcie gry za każdym razem gdy chciałem zapalić musiałem mówić sędziemu gdzie idę. Hehe, do anegdot może przejść, że zrobiłem sobie specjalną papierowy stojaczek, na którym widniał napis: "Palę papierosa". Ale świat jeszcze nie raz przekona się, że w gronie prawdziwych szachistów są takie czarne owce, które będą zachowywac się karygodnie. Jest to niestety wynik tego, iż w szachy grają osobę etnicznie jak i społecznie nie nadające się do tej dyscypliny sportu. Braki rozwojowe są przepaścią.
"Gra w szachy zawsze była i będzie przyjemną rozrywką dla człowieka, bez względy na jego wiek. Oddamy jej więc należną chwałę i podziękowanie. Jest ona królową wszystkich gier. Walka szachowych figur nie jest przeliczona na zysk, jest to walka honorowa. Szachy są grą filozofów. Zapoznajcie z nią możnych tego świata, a przekonacie się, iż zmniejszy się ilość zła, a zatriumfuje moralność i piękno." - Paul Morphy. _________________ Rozświetlić mrok
Ja nadal jestem za tym, żeby grać do końca, nawet K+H vs. K. To jest tak jakby w piłce nożnej Polska prowadziła 8:0 z San Marino i zawodnicy zeszliby z boiska, podziękowaliby za grę. O nie, mimo, że jeszcze mają za chwile stracić 2 bramki grają do końca, bo to im sprawia przyjemność. A teraz taka Barcelona gromi Real Madryt. No i co czy Real powinien się poddać przed końce meczu, czy przeprosić Barcelone, że to przeciągał.
Jeśli gram z kolegą z klasy (od wczoraj byłej klasy). Mam króla, a on króla i hetmana (tylko się nie czepiajcie na przerwach gdy jest tylko 10 minut nie jestem w 100% skoncentrowany ale mniejsza z tym). Gram z nim do końca i patuje, bo on nie potrafi tego wygrać. Na ogół takie coś poddaje w partiach towarzyskich, jednak na turnieju gram do końca.
Żebym miał nawet grać z GM i mieć K vs. K+W, to nie zaszkodzi dograć te kilka-kilkanaście ruchów. Nawet jeśli na zegarach po 5 minut. Tu nikt mi się nie przyczepi, że to niesportowe zachowanie.
Ostatnio grałem w 1. rundzie z jedynką. Miałem przewage materialną, ale gorzej było z pozycyjną. Tak mi zaatakował skrzydło królewskie, że mat to było tylko odwlekanie w czasie. Arcymistrz na moim miejscu by się pewnie poddał, ale po co, skoro wystarczy 1 głupi ruch i sytuacja odwraca się o 180 stopni. Tak jak w partii z moim kolegą (największym rywalem z od wczoraj byłej szkoły). Po raz pierwszy mogłem z nim wygrać na zawodach powiatowych. miałem K+W+6p vs. K+W+3p do dziś nie wiem jak to mogłem przegrać, dziś pewnie bym to pewnie z GM wygrał, ale cóż 1 błąd i doszedł na hetmana. _________________ "1h szachów = 3h matematyki"
"Życie jest jak partia szachów, wszystko zależy od ciebie"
Porównanie z piłką nożną jest absurdalne, bo zgodnie z przepisami mecz piłkarski trwa 90 minut, a w szachach takich ograniczeń nie ma. Nawet jeśli gramy przykładowo w tempie 60 minut na zawodnika, to mat w kilku posunięciach kończy partię, i nawet jeśli ktoś zagra do końca mimo ewidentnie przegranej pozycji, prawdopodobnie partia skończy się "przed czasem".
Przegrana pozycja to przegrana pozycja, innymi słowy: porażka. Można poddać się w boksie, można poddać się w prawdziwej wojnie albo prawdziwym pojedynku – nie wiem, po co ten temat. _________________ "wojtzuch" piszemy od małej litery.
"Techniki informatyczne w szachach" - artykuł.
Ja nadal jestem za tym, żeby grać do końca, nawet K+H vs. K...Żebym miał nawet grać z GM i mieć K vs. K+W, to nie zaszkodzi dograć te kilka-kilkanaście ruchów. Nawet jeśli na zegarach po 5 minut. Tu nikt mi się nie przyczepi, że to niesportowe zachowanie.
. Owszem, NIKT sie nie przyczepi do tego, ze grasz niesportowo (tj. niezgodnie z przepisami). Niemniej NIE DZIW sie, ze nie bedziesz mial szacunku u innych graczy (nie wspomne o tutejszych forumowiczach! ). JEDYNYM sensownym przeciaganiem byloby to, gdyby twoj przeciwnik (nawet GM) mial KILKA sekund. Wtedy, gdyby nie zdazyl to bylby jego problem (ze dal ciala). Reszta forumowiczow nie bedzie strzepic klawiatury, ale ja (dla przyzwoitosci zapytam): CZEGO oczekujesz od przeciwnika grajac do mata (zakladam, ze przeciwnik ma 3kat lub wyzej i nie ma 5lat) bedac w sytuacji K+H (lub K+W) na golego K? Tego, ze zemdleje czy tez tego, ze nagle bedzie nalot grupy antyterrorystycznej i wszyscy zostana wyproszeni z sali gry (a ty uratujesz w ten sposob pol punkta) :oops
PS. Masz prawo do wlasnego zdania (i postepowania), ale nie oczekuj szacunku jesli piszesz w ten sposob. Oczywiscie z przepisami wszystko jest zgodne. Dodam tylko, ze raz gralem z arcymistrzem (Gajewski G. 2530) i po stracie lekkiej figury wykonalem nastepne 2 ruchy i nie mialem odwagi dalej przeciagac. Przeprosilem, poddalem i podziekowalem za gre (i zwyciestwo). _________________ Grajac w szachy (na)ucz sie myslec. Odtwarzanie zostaw innym. Myslenia nie da sie zastapic pamiecia, jesli marzysz o sukcesach a nie super pamieci!
E tam w każdej grze chodzi o to żeby wygrać, lub przynajmniej zremisować. Więc ja nadal tylko w towarzyskich przegrane partie będę poddawał. No i może w korespondencyjnych, żeby tego w nieskończoność nie przeciągać.
33. ...Qe2#
53. Qxb1 miałem dać, ale przypadkowo za wcześnie puściłem myszke
---
PS: gdyby przeciwnik zemdlał to bym zgłosił swoją porażke.
Niedawno na turnieju okno spadło na głowe jednej osobie. Zawodnik miał rozciętą głowe, czy było wstrząśnienie mózgu tego nie wiem, karetka przyjechała, to było po wszystkich rundach. Jednak gdybym z takim zawodnikiem grał i bym przegrywał, (twu twu spadłoby na niego okno) to zgłosiłbym porażke. _________________ "1h szachów = 3h matematyki"
"Życie jest jak partia szachów, wszystko zależy od ciebie"
E tam w każdej grze chodzi o to żeby wygrać, lub przynajmniej zremisować. Więc ja nadal tylko w towarzyskich przegrane partie będę poddawał.
Na turnieju w Chorzowie miałem taki przypadek:
Mój rywal miał niższą kategorię ode mnie, pod koniec partii na szachownicy został mu goły król, a ja miałem z 3-4 pionki i jedną ze dwie lekkie figury. Graliśmy dalej ponieważ mój przeciwnik się nie poddawał. Za karę dorobiłem sobie ze wszystkich pionów skoczki i tymi skoczkami dałem mata. Kiedy mój przeciwnik postanawia przeciągać grę, a mam sposobność bybić mu z głowy takie zachowania czynię to bez litości. _________________ Rozświetlić mrok
Ja ostatnio grałem z bk, miałem K+W+G+4p na gołego króla. Doszedłem do 8 lini pionem i zamieniłem go na gońca. Później z innymi to samo robiłem, następnie żeby nie przeciągać podłożyłem wszystkiegońce, został mi król, wieża i pion, zamatowałem go królem i wieżą. Przyglądał się temu mój kolega z klasy, którego kilka dni wcześniej uczyłem matować królem i wieżą. W jednej rundzie to mu sie przydało. _________________ "1h szachów = 3h matematyki"
"Życie jest jak partia szachów, wszystko zależy od ciebie"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach