Dołączył: Aug 13, 2009 Posty: 71 Skąd: Ostrów Wlkp.
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 9:34 pm Temat postu: Trening indywidualny max jaki poziom?
Witam samym treningiem w domu samemy i raz w tyg z 2250 liczmy ze maxymalnie bym mogl poswiecic szachom 4 h do jakiego najwyzszego poziomu moglbym dojsc ??
4 godziny w tygodniu czy na dzień. Moim zdaniem wszystko zależy od tego, co będziesz robił. Mając wsparcie 2250, sądzę, że mocną II może słabą I ugrasz. Ja będący kompletnym samoukiem, jak chyba większość forumowiczów, pracując samemu po jakieś 2 godzinki dziennie wliczając w to grę, zadania, debiuty, końcówki doszedłem do II.
Mysle, ze po roku czasu jestes w stanie dojsc do 2000 ELO. Za 2 lata jestem w stanie ugrac kandydata. Niemniej musisz CIEZKO (tj. efektywnie) pracowac i przy okazji rocznie grac co najmniej 50-60 partii z ELO-wcami i jakies 5-6 turniejow szybkich (tj. od 15 do 30m na partie). Wtedy jest duza szansa, ze do 2015 roku bedziesz KM! _________________ Grajac w szachy (na)ucz sie myslec. Odtwarzanie zostaw innym. Myslenia nie da sie zastapic pamiecia, jesli marzysz o sukcesach a nie super pamieci!
Lepiej brzmi trener/instruktor. Nazywanie człowieka numerem 2250 niezbyt dobrze o Tobie świadczy.
A co do meritum, to:
1. Nawet arcymistrz może być złym trenerem i zmarnować największy talent.
2. Każdy z nas ma indywidualne uzdolnienia i czas treningu w stosunku do robionych postępów mogą być różne. Można uśredniać, ale to zawsze tylko średnia, którą wyciąga się "po", a nie "przed".
Krótko mówiąc, zamiast pytać po prostu zacznij pracować, a później napisz o efektach.
Dołączył: Aug 13, 2009 Posty: 71 Skąd: Ostrów Wlkp.
Wysłany: Nie Lut 14, 2010 9:20 am Temat postu:
masz racje tylko w przyszlosci chcialbym zrobic przynajmiej FM i sama praca mi mowiono ze nie zrobie ;/ i sie zniechecilem bardzo i przestalem trenowac wiec pytam was tutaj o zdanie.
Nie mam zielonego pojęcia o szkoleniu szachistów, nie umiem grac szachy, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś chce planować czas treningów, to nie osiągnie zbyt wiele.
Wydaje mi się, że żeby osiągnąć coś w szachach, to trzeba się im po prostu poświęcić. Trenować należy w każdej nadarzającej się okazji, w miarę możliwości, bez planowania sobie z góry czasu treningów. Wyliczanie czy 3 godziny dziennie pozwoli na I, a cztery da arcymistrza jest bez sensu. I cokolwiek by mówić o znaczeniu pracy w uzyskiwaniu efektów, to bez wrodzonego talentu niewiele się osiągnie.
Więcej osiągnie pracując planowo niż "na hurrra!". Jeżeli będzie wykorzystywał każdą chwilę na trening specjalistyczny to zanim osiągnie I kat. to świat będzie widział w pięknych kolorach nabijając kasę psychiatrom.
Wypoczynek (aktywny i lb) uwzględniają plany treningowe. _________________ Myślenie jest rzeczą ludzką więc myśl gdy jesteś człowiekiem.
VII powolniak, tpp
4h dziennie mógłbyś pracować nad szachami? Zaczynając od 1700...
Ja tam się nie znam, ale dziwne te porady, że ileś tam lat trzeba na kandydata. Istotne są predyspozycje, jak się je ma to na kandydata wystarczą pewnie góra 2 lata takiej pracy, a do MF może z 5 lat. Jak się predyspozycji nie ma, to po 2 latach będzie najwyżej I i prawie wszystko będzie jasne. Ciekawa byłaby informacja, ile czasu poświęciłeś żeby zdobyć te 1700? Pewnie każdy może osiągnąć poziom MF poświęcając szachom 4h dziennie, tylko niektórzy osiągną to dopiero na emeryturze.
4h dziennie mógłbyś pracować nad szachami? Zaczynając od 1700...
Ja tam się nie znam, ale dziwne te porady, że ileś tam lat trzeba na kandydata. Istotne są predyspozycje, jak się je ma to na kandydata wystarczą pewnie góra 2 lata takiej pracy, a do MF może z 5 lat. Jak się predyspozycji nie ma, to po 2 latach będzie najwyżej I i prawie wszystko będzie jasne. Ciekawa byłaby informacja, ile czasu poświęciłeś żeby zdobyć te 1700? Pewnie każdy może osiągnąć poziom MF poświęcając szachom 4h dziennie, tylko niektórzy osiągną to dopiero na emeryturze.
1) tak - pytanie ile czasu (a dokladniej WYSILKU) poswieciles na dojscie do 1700 (ELO jak rozumiem)
2) te "dziwne porady" dotycza zwykle przecietnego szachisty (osobnika), ktory zakladam, ze ma przecietny iloraz inteligencji (100 IQ) oraz przecietne zdolnosci i pracowitosc
3) oczywiscie, ze W OGROMNYM zakresie decyduja predyspozycje, ale jesli sie duzo i efektynie nie pracuje to one same niewiele dadza
4) Niestety - NIE KAZDY moze osiagnac poziom MF - BEZ WZGLEDU NA TO JAK DLUGO bedzie pracowal i jak efektywnie. Byc moze to stwierdzenie jest prawdziwe (przynajmniej w 90%) dla stwierdzenia "kazdy... 3 kategorie". _________________ Grajac w szachy (na)ucz sie myslec. Odtwarzanie zostaw innym. Myslenia nie da sie zastapic pamiecia, jesli marzysz o sukcesach a nie super pamieci!
Trener musi wiedzieć ile ma czasu i dopiero wtedy może przejść do planowania jak go spożytkować, aby było widać jakieś efekty.
Trener nie może zagwarantować, że np za 2 lata szachista zdobędzie I kategorię, a za 3 lata będzie km. Jednak znając zawodnika, mając gwarancję cotygodniowych spotkań po x godzin może wyliczyć, że w 2 lata przerobi z nim materiał np. na I kat. co wcale nie musi równać sie jej uzyskaniu.
Jak trener przychodzi na zajęcia i dopiero myśli "co by tu dzisiaj zrobić?" (albo robi to w zaciszu domowym) to nazywa się go hochsztaplerem.
Gdy np. zapraszam trenera na sesję, to nie oczekuję od niego, że dzieci podniosą swoją siłę gry o x punktów rankingowych. Oczekuję jednak, że mając te kilkanaście/kilkadziesiąt h zrobi jakiś konkretny wycinek materiału. Gdyby mi taki wypalił tekst "mam tu zadania, zobaczymy, ile uda nam się z tego zrobić" to bym się z nim pożegnał. Chodzi o to, że trener musi tak dobrać materiał, aby go przerobić. Jeśli zadania okażą się troszkę za trudne, to jego zadaniem jest nakierować zawodnika (udzielić podpowiedzi), aby ten sobie poradził i można było przejść do następnej pozycji. Jeśli zadania okażą się dużo za trudne, to oznacza błąd trenera.
Jeśli trener pomimo aktywnej pracy zawodnika, nie wyrabia się z materiałem, bo wdaje się z zawodnikiem w dysputy i odchodzi od tematu przewodniego, to też źle o nim świadczy, a już tym bardziej nie jest wytłumaczeniem.
Tak więc przez cały czas kręcimy się tu wokół ekonomicznego wykorzystania dostępnego czasu i przerobienia x materiału. Na to trzeba właśnie zwracać uwagę.
Mnie nie chodziło o to, że można z treningami iść na żywioł. Po prostu dla każdego człowieka jest jakiś poziom jego możliwości. Nie wszyscy są geniuszami szachowymi i mają zdolności Fischera czy innego Karpowa. Ciężką pracą pewnie można osiągnąć jakiś tam mistrzowski poziom, ale w którymś momencie zabraknie talentu. Mózg ludzki na razie nie jest w stanie zastąpić komputera i zawsze oprócz pracowitego liczenia wariantów zostaje miejsce na przebłysk geniuszu, wyczucie czy jakkolwiek to nazwać - po prostu szachista "widzi", że jakieś posunięcie jest dobre, bez zastanawiania się dlaczego.
Dlatego nie da się określić wieloletniego planu treningów, ani tym bardziej spodziewanych efektów. A przy planowaniu treningów trzeba brać pod uwagę predyspozycje zawodnika, jego możliwości zdrowotne, organizacyjne, finansowe itd. Jeśli na przykład mamy trenera na jakimś tam poziomie, to nie mamy najmniejszej pewności, że wyskoczymy ponad poziom tego trenera. Przecież ten człowiek też pracował długi czas nad swoją grą i niewiele uzyskał. Skąd wiadomo, że zawodnik jest zdolniejszy od trenera?
Pojawia sie wiec kilka pytan:
1) skad wiadomo, ze szachista (zawodnik) osiagnie JAKIKOLWIEK poziom wyzszy od zera (tzn. poziomu granicznego 1000)?
2) skad wiadomo, ze szachista (zawodnik) NIE osiagnie JAKIEGOKOLWIEK poziomu nizszego od 3000 (tzn. hipotetycznego gornego poziomu granicznego dla czlowieka =3000)?
Oczywiscie jest tak, ze nawet najlepsze plany NIE ZAGWARANTUJA w 100% uzyskania danego efektu. Niemniej bardzo czesto brak planu i pracy GWARANTUJE jego nieosiagniecie!
Rzecz jasna od predyspozycji zawodnika i warunkow zewnetrznych zalezy to jak "daleko zajdzie" dany zawodnik. Trzeba brac pod uwage NIE TYLKO czynniki czysto szachowe (zakres wiedzy do opanowania, itp.), lecz takze pozaszachowe (np. stan zdrowia, odpornosc psychiczna, chec rywalizacji, itp.)
Dlatego najlepiej nalezaloby zaczac od dokladnych badan zawodnika w zakresie jego maxymalnych mozliwosci (fizycznych, psychicznych, emocjonalnych, itp.), tak aby moc pozniej stwierdzic, gdzie lezy GORNA GRANICA jego mozliwosci. A nastepnie "podpiac" pod to plan pracy szachowej i zobaczyc czy bedzie w stanie osiagnac (przy realizowaniu planu) swoj maxymalny poziom szachowy okreslony testami i badaniami.
O ile mi jednak wiadomo to raczej zbyt czesto na grupie szachistow cos takiego nie jest stosowane.
Wiec w pewien sposob dyskusja zmierza jednoznacznie do pytania o PREDYSPOZYCJE (maxymalne mozliwosci) czlowieka jako zawodnika (w tym wypadku szachisty) i o to jaka jest gwarancja, ze X dojdzie do poziomu 2100, a Y do 1900 czy tez Z do 2500. _________________ Grajac w szachy (na)ucz sie myslec. Odtwarzanie zostaw innym. Myslenia nie da sie zastapic pamiecia, jesli marzysz o sukcesach a nie super pamieci!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach