Może od Biblii? Podaj jakieś sprzeczności. Zastanowię się nad nimi i z chęcią odpiszę.
Służę uprzejmie.
Najprostsza sprawa - piąte przykazanie, "Nie zabijaj". Jak to się ma do polecenia przez Jahwe wyrżnięcia całej ludności cywilnej na zajmowanych terenach, z wyłączeniem ewentualnie kobiet, które mogłyby być użyte do celów rozrodczych? Nie mówię już o karaniu śmiercią najdrobniejszego przewinienia.
Jestem Chrześcijaninem i nie widzę żadnych podobieństw między tym stekiem bzdur a wiarą chrześcijanina.
Ależ widzisz, i to bardzo wyraźnie. Inaczej byłaby to dla Ciebie tylko śmieszna historyjka, a nie "stek bzdur". Nie przyznasz tego publicznie - ok, ale miej odwagę przyznać to przed sobą...
To nie jest tak przyjacielu.W Twojej wypowiedzi czy też historyjce widać wyraźną drwinę i to nie tylko z religii chrześcijańskiej ale też każdej innej.
Jesteś chyba na tyle inteligentny by to zauważyć i rozumieć,że każdy logicznie myślący też to zauważy,albo na tyle zadufany w swoim poczuciu nietykalności jedynie słusznie myślącego,że tego nie potrafisz dostrzec.
Można rozumieć drwinę,można ją nawet zaakceptować,można też zrozumieć drwiącego ale tylko wtedy,kiedy nie ukrywa się pod płaszczykiem bezstronnego widza a może nawet wielkiego chrześcijanina,tylko po to by uzyskać określony "efektowny" wynik.
Służę uprzejmie.
Najprostsza sprawa - piąte przykazanie, "Nie zabijaj". Jak to się ma do polecenia przez Jahwe wyrżnięcia całej ludności cywilnej na zajmowanych terenach, z wyłączeniem ewentualnie kobiet, które mogłyby być użyte do celów rozrodczych? Nie mówię już o karaniu śmiercią najdrobniejszego przewinienia.
W oryginale brzmi to zdanie "Nie morduj" co znaczy "nie zabijaj niesprawiedliwie". Sprawa wygląda tak: w tak odległych czasach tysiące lat przed naszą erą zabicie człowieka nie było niczym szczególnym, nikt nie przejmował się bardzo gdy kogoś tam gdzieś zabito, później powstawały pierwsze kodeksy jak np: Kodeks Hammurabiego i inne które wprowadzały pierwsze prawa. W narodzie Izraelskim pierwszym takim prawem było prawo Tory. Więc właśnie między innymi przykazanie "Nie zabijaj".
Oznaczało ono właśnie tyle, że niedopuszczalne jest aby jakiś człowiek prywatnie kogoś sobie zabił. Człowiek ten miał trafiać na sąd, bądź inaczej tam to wytyczono i gdy okazało się że naprawdę dopuścił się przewinienia wtedy go mocą prawa, podyktowanego zresztą przez Boga Mojżeszowi - karano, między innymi także zabijano, przez kamienowanie.
Nawet dziś Kościół Katolicki dopuszcza Karę śmierci. Mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego podpisanego przez Jana Pawła II.
Nie chodziło więc o to by zaniechać jakiegokolwiek zabijania, Manichejczycy próbowali to rozprzestrzenić nawet na zwierzątka itp. Ale o to by jakoś prawnie uregulować te sprawy, a przede wszystkim o to by ludzie sami nie wpadali na pomysły dokonywania jakichś "samosądów".
Dlatego więc podbicie ludów zamieszkujących ziemię świętą, to nie przekroczenie tego przykazania, ponieważ toczyła się tam najzwyczajniejsza wojna jak na tamte czasy, o to by opanować korzystny teren. Przykazanie więc nie dotyczyło to tamtych działań. jest ono ustosunkowanie do ludzi prywatnych.
Czy w przypadku napaści wroga także mamy dać się zniewolić, gdyż nie wolno zabijać napastników?
Łatwo da się zauważyć, że przykazanie to nie zostało napisane by stosować je do wszystkiego. Kościół nawet dziś dopuszcza stosowanie kary śmierci. _________________ Moi ulubieni szachiści: Paul Morphy; Johannes Zukertort; Mikhail Chigorin i Lasker.
Brawo Sebastian!Przepiękna interpretacja,znakomite przykłady.Myslę,że Stary Testament łączy i tak być powinno,nie ważne z jakiej wiary kto się wywodzi!Nie rozumiem tylko tego,dlaczego niektórym tak bardzo zależy by to zburzyć?!
W oryginale brzmi to zdanie "Nie morduj" co znaczy "nie zabijaj niesprawiedliwie".
Kto i dlaczego zmienił brzmienie tego przykazania na "Nie zabijaj"?
Czy eutanazja jest niesprawiedliwym zabijaniem?
Jak pogodzić niezmierzoną dobroć Boga z tym, że z góry zakładał on wyrżnięcie ludów zajmujących tereny, które obiecał Żydom? Poza tym, Boga chyba nie ograniczała ówczesna znajomość geografii, mógł dać Żydom jakieś niezamieszkałe tereny?
Kto i kiedy zniósł prawo nakazujące zabijanie za poszczególne, drobne przestępstwa (np zdrada małżeńska)?
Ile osób Mojżesz wyprowadził z Egiptu (szacunkowo). Pytam o to w kontekście na przykład źródła, które trysnęło ze skały po uderzeniu laską i które miało dostarczyć Żydom wodę. Jak sobie wyobrażasz czerpanie wody z jednego ujęcia przez wszystkich Żydów na pustyni?
Ja na pytania kolego Tom cata nie odpowiadam, ale chciałbym, aby przeczytał tekst mojego autorstwa sprzed kilku miesięcy. Mam nadzieję, iż się spodoba. klik _________________ Opus Vitae
Tekst ciekawy, ale przedstawia na dobrą sprawę tylko obowiązujące przepisy, zarówno kościelne (religijne) jak i państwowe. A mnie chodzi o zwykłe, ludzkie podejście do eutanazji. Czy można powiedzieć, że w każdym przypadku eutanazja jest zła?
Jeszcze w niezbyt odległych czasach, gdy sposoby zadawania śmierci skazańcom były bardzo wymyślne, zdarzały się przypadki opłacania kata, by zabił skazańca od razu, zamiast zostawiać na wielogodzinną lub nawet wielodniową mękę. Eutanazja? Oczywiście. Czy ktoś takiego kata może z ręką na sercu potępić? Czy uchybia godności człowieczeństwa to, że kat zadał jeden śmiertelny cios łamiąc kręgosłup, zamiast zgodnie z wyrokiem połamać kości i zostawić konającego na widoku publicznym?
W literaturze też mamy mnóstwo przykładów. A to jakiś młody pacholik podjeżdża do nabitego na pal Kozaka i strzela mu w głowę skracając męki ("Ogniem i mieczem), a to powstaniec koledze ze zmiażdżonymi nogami i wnętrznościami wypływającymi na wierzch zostawia granat ("Kolumbowie rocznik 20"), a to ktoś strzela w głowę przygotowanemu do spalenia na stosie jeńcowi ("Ostatni Mohikanin"). Przecież to eutanazja w najczystszej postaci. Oczywiście przykłady fikcyjne, ale problem prawdziwy. Myślę, że życie jest znacznie bogatsze od fikcji i podobnych przypadków w historii było mnóstwo. Kto się odważy powiedzieć, że należało zostawić wszystko w rękach Boga, który sam zadecyduje o długości męki skazańca? A może powolne konanie w męczarniach "ubogaci" człowieka?
W historii przykazania były różnie rozumiane i w zależności od potrzeby różnie interpretowane. Na przykład przykazania dosłownie w języku hebrajskim brzmiące "nie morduj" przetłumaczono na "nie zabijaj".
Pytasz jeszcze:
Cytat:
Kto i kiedy zniósł prawo nakazujące zabijanie za poszczególne, drobne przestępstwa (np zdrada małżeńska)?
W bardzo wielu przypadkach zrobił to sam Chrystus, znamienne są na przykład jego słowa by nie oddalać swej żony, by wybaczać sobie na wzajem, albo aby nie stosować więcej zasady "Oko za oko".
Św. Tomasz z Akwinu napisał także pewną rozprawę "O ustaniu prawa starego przymierza wobec Nowego" . Są tam zebrane wszystkie takie zmiany z nowego testamentu. Zerknij na przykład do dziejów Apostolskich, Bóg zesłał Św. Piotrowi wizję, w której nakazywał jeść wszystko, także świnie i inne zwierzęta które w starym testamencie były uważane za zwierzęta "Nieczyste". Powiesz zapewne: "Dlaczego Bóg zmienia swe zdanie?".
Odpowiem, że Bóg nie zmienia swego zdania, bo już przed stworzeniem świata wiedział że to nastąpić musi, jednakże postanowił że zmieni te wszystkie prawa dopiero po tym jak ludzkość zostanie odkupiona przez Chrystusa. Dlatego że wtedy już nie było konieczne zachowywanie aż takich ostrych przepisów. Św. Paweł np. pisał aby nie stosować obrzezania. Bo teraz liczy się już tylko chrzest, sam Chrystus to powiedział. Że należy się na nowo narodzić.
"Idźcie i nauczajcie wszystkie narody chrzcząc ich w Imię Ojca i Syna i Ducha Św."
Tak więc wychodzi na to, że w różnych miejscach w nowym testamencie te rzeczy zostały zmienione.
Na resztę pytań odpowiem później. Jak znajdę jeszcze jakąś chwilkę. Postaram się jeszcze dziś. _________________ Moi ulubieni szachiści: Paul Morphy; Johannes Zukertort; Mikhail Chigorin i Lasker.
A mnie chodzi o zwykłe, ludzkie podejście do eutanazji. Czy można powiedzieć, że w każdym przypadku eutanazja jest zła?
Przykłady, które podajesz mają inny charakter - w nich osoby okaleczone wyraźnie chcą ukrócenia swoich cierpień i wówczas dopuszczam pomocnictwo. Nie mniej nie wyobrażam sobie, aby pomagać komuś za Jego plecami t.j. bez zgody zainteresowanego.
Zupełnie inną sprawą jest fakt, iż ja osobiście nigdy nie wykonałbym, jak to określa kodeks karny zabójstwa eutanatycznego z bardzo prostego powodu. Nie wiem jakbym się czół, gdyby zaraz po podaniu środka ukrócającego cierpienie przybiegł do mnie goniec i wręcając mi ampułkę rzekł: "Proszę o to lek, który szybko wyleczy pacjenta... " Słowem - odpowiedzialność. Zbyt wielka odpowiedzialność jak na moje barki...
PS Przemyśleń tych nie chciałem zawierać w pokazanym tekście ponieważ miał on mieć charakter neutralny, nie zaś opiniujący zjawisko. Po za tym taka forma była wymagana przez pewien kwartalnik.... _________________ Opus Vitae
Dołączył: Mar 26, 2005 Posty: 1200 Skąd: mam wiedzieć?
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 9:17 am Temat postu:
LibiaTv napisał:
To nie jest tak przyjacielu.W Twojej wypowiedzi czy też historyjce widać wyraźną drwinę i to nie tylko z religii chrześcijańskiej ale też każdej innej.
Jesteś chyba na tyle inteligentny by to zauważyć i rozumieć,że każdy logicznie myślący też to zauważy,albo na tyle zadufany w swoim poczuciu nietykalności jedynie słusznie myślącego,że tego nie potrafisz dostrzec.
Ależ drogi e...
tfu!
LibiaTv!, ja sie z Tobą zgadzam w każdym calu! Tę drwinę widać z kilometra i dlatego właśnie też nie wierzę, że osoba potrafiąca pisać, czytać, grać w szachy i korzystać z komputera może nie widzieć podobieństw tej historyjki do religii. Zaryzykuję nawet twierdzenie że widzi je tym wyraźniej, im bardziej jest wierząca, a im bardziej jest wierząca, tym mocniej musi je odrzucać, nawet dając upust swojej frustracji na forum i kłamiąc otwarcie że "nie widzę żadnych podobieństw". Bo można się z tym zgadzać badź nie, ale udawać że nie ma podobieństw? Śmiech na sali...
Sebastianie88, nie przesadzajmy i nie lećmy sobie Kantem robiąc z niego obrońcę religii i koncepcji Boga, bo choć po prawdzie to był on wierzący (dało się inaczej w jego czasach?!) ale do swojego systemu filozoficznego stajenki i chodzenia po wodzie raczej on nie mieszał. Ale skoro już weszliśmy na grząski grunt filozofii i "dowodów" na istnienie boga, to polecam lekturę trzeciego rozdziału tej książki. Choć niekoniecznie, od paru lat mam w stopce cytat z Nietzschego celnie jak nic innego podsumowujący każdą dyskusję na temat tychże "dowodów"... _________________ W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
Strzałeczka!
W historii przykazania były różnie rozumiane i w zależności od potrzeby różnie interpretowane.
I tu jest pies pogrzebany. Jak można poważnie traktować księgę, która jest różnie interpretowana, w zależności od potrzeb?
Sebastian88 napisał:
W bardzo wielu przypadkach zrobił to sam Chrystus
Jak to zanotował Mateusz:
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. "
(Mt 5,17-19)
Dla mnie jest to utrzymanie wszelkich nakazów Starego Testamentu w mocy, ale pewnie ktoś znajdzie jakąś inną interpretację.
Owszem, Jezus namawia do wybaczenia wrogom. Także namawia, żeby bez powodu nie odprawiać żony. Ale nie zabrania tego kategorycznie. Jeśli żona się puszcza, to można ją spokojnie wyrzucić z domu.
Zapewne jesteś w stanie przytoczyć jakieś uczone rozprawy teologiczne, mówiące o tym, jakie znaczenie mają słowa Jezusa i dlaczego należy je rozumieć inaczej niż są napisane. Podobnie zresztą w odniesieniu do Starego Testamentu - wielu mądrych ludzi nagłowiło się, by podać interpretację pasującą do oficjalnie głoszonych nauk. Tymczasem Jezus rozmawiał z prostymi ludźmi, w przeważającej większości niepiśmiennymi. Czy naprawdę sądzisz, że mówiłby jakimś ezopowym językiem, narażąjąc maluczkich na niezrozumienie, a w konsekwencji na grzech? Przecież sam powiedział: niech wasza mowa będzie tak, tak, nie, nie. A ty chcesz mi wmówić, że do zrozumienia nauki Jezusa trzeba setek lat studiów najwybitniejszych filozofów i teologów?
Sebastian88 napisał:
Powiesz zapewne: "Dlaczego Bóg zmienia swe zdanie?".
Odpowiem, że Bóg nie zmienia swego zdania, bo już przed stworzeniem świata wiedział że to nastąpić musi, jednakże postanowił że zmieni te wszystkie prawa dopiero po tym jak ludzkość zostanie odkupiona przez Chrystusa.
Tu dochodzimy do najciekawszego momentu - wszechwiedzy Boga.
W momencie stwarzania świata Bóg wiedział co się będzie działo. Wiedział, że Ewa mimo zakazu zerwie jabłko, że ludzie będą grzeszni, że będzie musiał się zabić, żeby im przebaczyć (swoją drogą, ciekawa koncepcja - przebaczę ci, ale ponieważ należy ci się kara, to ja się walnę młotkiem w głowę). Ogólnie wiedział ilu ludzi dostąpi zbawienia. a ilu zostanie potępionych. Nie wiem zresztą, po co ma być Sąd Ostateczny - w momencie śmierci człowiek już nie zmieni niczego, co mogłoby wpłynąć na jego ocenę, więc Bóg mógłby na bieżąco załatwiać sprawy papierkowe - sprawiedliwi na prawo, grzesznicy na lewo. Zresztą Bóg i tak już w momencie tchnienia życia w komórkę jajową wie, gdzie poczęty człowiek zamieszka po śmierci. To po co ten cały cyrk? Przecież na przykład Bóg świadomie wybrał mnie na ateistę. Po co udaje, że zależy mu na moim nawróceniu, skoro doskonale wie, że jestem i pozostanę ateistą - wiedział to już przed stworzeniem świata. Miał już dla mnie przygotowany kocioł, w którym po śmierci będę się gotował w smole. Po co Bóg stworzył świat, skoro wiedział, że w przeważającej większości ludzie na ni8m będą grzeszni i zostaną skazani na wieczne męki, a sprawiedliwych będzie niewielu. Zależało mu na rozrywce? Dlaczego wiedząc, że zostanie wybudowany obóz w Oświęcimiu i Brzezince doprowadził do poczęcia Hitlera? Przecież według kościoła, to za sprawą Boga począł się Hitler.
Dołączył: Mar 26, 2005 Posty: 1200 Skąd: mam wiedzieć?
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 10:03 am Temat postu:
tomcat napisał:
Przecież na przykład Bóg świadomie wybrał mnie na ateistę. Po co udaje, że zależy mu na moim nawróceniu, skoro doskonale wie, że jestem i pozostanę ateistą - wiedział to już przed stworzeniem świata. Miał już dla mnie przygotowany kocioł, w którym po śmierci będę się gotował w smole.
A jakżeś Ty się uchował taki, tam na kresach? _________________ W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
Strzałeczka!
Ale skoro już weszliśmy na grząski grunt filozofii i "dowodów" na istnienie boga, to polecam lekturę trzeciego rozdziału tej książki.
Cóż, nie mam tej książki, nie mogę więc się do niej odnieść, jednakże w księgarni zerknąłem sobie właśnie na ten rozdział i teraz parafrazuję co zapamiętałem:
"Św. Tomasz z Akwinu przedstawił 5 dowodów na istnienie Boga, jednakże uczciwie na to patrząc, dowodzą one istnienia tylko jakiegoś pierwszego poruszyciela, którym wcale nie musi być istota wszechwiedząca, doskonała, rozumna, dobra itp."
Gdy przeczytałem tam coś takiego to normalnie ręce mi opadły i natychmiast to odłożyłem. Liczyłem na coś bardziej konkretnego, coś co napisałby prawdziwy filozof, ponieważ owszem te dowody tylko tyle dowodzą, jednakże na podstawie tego można dalej poznać cechy Boga, na przykład z tego że ten byt co stworzył świat można wywnioskować że musi mieć on nieskończoną moc.
Dlatego na takich faktach chcę zbudować chyba najpewniejszy dowód na istnienie Stwórcy czyli Boga a mianowicie: Entropologicznym.
Aby dowieść istnienia stwórcy należy dowieść, że takie stworzenie materii i świata było konieczne, bo wydaje się że świat mógł istnieć od zawsze, nie musiał być stworzony, czyli istnienie Stwórcy (Znacz. Boga) nie jest konieczne.
We wszechświecie stale zachodzą przemiany o charakterze nieodwracalnym. "Starzenie się" wszechświata jest jego nieuchronnym przeznaczeniem, a zatem wszechświat nie może trwać nieskończenie, bo inaczej już dawno by się rozpadł, by nastąpił jego koniec, czyli materia musiała mieć swój początek musiało jej kiedyś nie być, więc została stworzona a stwórcą tej materii (Czy Wszechświata) nazywamy Bogiem.
Do takiego wniosku prowadzi szereg obserwacji, praw fizyki i zdarzeń rzeczywistych czyli faktów.
Przedstawię niektóre procesy prowadzące do ''Śmierci Wszechświata" poniżej:
1 Twierdzenia te potwierdzają zasady Termodynamiki - podstawowe prawa fizyki. Treść pierwszej zasady termodynamiki stanowi zasada zachowania i przekształcenia energi w odniesieniu do procesów, w których główną rolę odgrywa cieplna jej postać. Do wniosku o "Śmierci cieplnej" wszechświata dochodzi się przez fakt, że przemiany różnych postaci energi w układzie zamkniętym przebiegają w ten sposób, iż w ostatecznym wyniku całkowicie przekształcają się w energię cieplną. Szczególną zaś cechą cieplnej energii jest to, że nie może się ona całkowicie przekształcić w jakąkolwiek inną postać energi.
Cieplna postać energi jest więc jak gdyby drugorzędną postacią energi, gdyż procesy cieplne są tylko częściowo odwracalne, albowiem ciało cieplejsze zawsze traci ciepło ogrzewając zimniejsze, natomiast proces odwrotny samorzutnie zachodzić nie może. Tak na przykład stawiając czajnik na kuchence gazowej nie obawiamy się, że czajnik i zawarta w nim woda oziębia się, oddając swoje ciepło płomieniowi gazowemu. Dlatego również żaden silnik cieplny (na przykład maszyna parowa) nie może nigdy przetworzyć całej otrzymanej ilości energii cieplnej w energię mechaniczną, gdyż zawsze część, i to znaczna, energii cieplnej z konieczności ogrzeje zimniejsze części maszyny i jej otoczenie, co spowoduje, że część energii cieplnej zostanie bezużytecznie rozproszona.
Zatem w układzie zamkniętym (to jest izolowanym od wpływów zewnętrznych) temperatury poszczególnych ciał stopniowo wyrównują się, gdyż energia cieplna z ciał o temperaturze wyższej przepływa do ciał zimniejszych. Jakkolwiek całkowita energia układu w myśl pierwszej zasady termodynamiki, czyli zasady zachowania energii, pozostaje niezmieniona, to jednak w myśl drugiej zasady termodynamiki w układzie takim wszelkie postacie energii stopniowo ulegają rozproszeniu, przekształcając się w energię cieplną. W ten sposób w układzie wzrasta ilość energii cieplnej, natomiast maleje ilość energii w postaciach wyższych (zdolnych do całkowitego przekształcenia jednej postaci energii w drugą), co określa się jako wzrost entropii układu. Entropią nazywa się stosunek ilości energii cieplnej otrzymanej przez jakieś ciało do jego temperatury bezwzględnej (to znaczy mierzonej od zera absolutnego wynoszącego około -273 °C).
Drugą zasadę termodynamiki fizyk niemiecki Rudolf Clausius (1822-1888) sformułował w postaci entropii w sposób następujący:
,,W układzie zamkniętym samorzutnie mogą przebiegać tylko takie procesy, którym towarzyszy wzrost entropii układu, i to do takiego stanu, przy którym entropia osiąga maksimum dla danych warunków"
Z powszechnego prawa fizyki jakim jest entropia wynika wniosek, że w ostatecznym rezultacie wszystkie przemiany różnych postaci energii w układach zamkniętych przebiegają jednokierunkowo, mianowicie tak, że ich entropia rośnie.
Zatem oczywiste jest to że w wszechświecie wszelkie przemiany energii przebiegać muszą w ten sposób, że następować będzie stopniowe zanikanie innych postaci energii na rzecz energii cieplnej, a co za tym idzie i wyrównywanie temperatury. Po całkowitym przekształceniu się różnych postaci energii w energię cieplną wszechświat osiągnie maksimum entropii. W tym stanie, wobec braku różnic temperatur, istniejąca we wszechświecie energia cieplna nie będzie zdolna od wykonania jakiejkolwiek pracy, ustanie wszelki ruch mechaniczny, znikną przemiany fizyczne i chemiczne, tym samym ustaną również wszelkie przejawy życia, czyli nastąpi tak zwana śmierć cieplna wszechświata.
Znany angielski fizyk i astrofizyk James Jeans (1877-1946) w swym dziele pod tytułem "Wszechświat" napisał o entropii: "Energia nie może opadać w dó bez końca, i podobnie jak waga zegara, musi dotknąć ostatecznie dna. Tak więc i życie wszechświata nie może istnieć wiecznie; prędzej czy później nadejść musi czas, gdy ostatni erg (Jednostka energii pracy równa około stumilionowej kilogramometra) jego energii osiągnie najniższy szczebel użyteczności i w tym momencie czynne życie wszechświata znajdzie swój kres. Energii będzie jeszcze dość, lecz utraci ona wszelką zdolność przemiany: będzie ona tak niezdolna do podtrzymania życia wszechświata, jak woda w płaskiej kałuży nie nadaje się do poruszania koła w młynie. Pozostanie świat martwy, choć, być może, niezupełnie wystygły - świat w stanie "śmierci cieplnej". (James Jeans: Wszechświat. Warszawa 1947, Czytelnik, s. 313)
Wniosek z powyższego: Gdyby bowiem wszechświat istniał wiecznie, to wszelkie postacie energii już dawno musiałoby przemienić się w równomiernie rozprzestrzenioną energię cieplną i wszechświat od dawna byłby już w stanie "śmierci wiecznej". Jednak, jak wiemy,tak wcale nie jest, przeciwnie, wszechświat wydaje się być bardzo dalekim od stanu równowagi cieplnej. Zatem gdyby materia była od zawsze to dawno by się rozpadła i znalazła w kompletnym rozkładzie cieplnym a że tak nie jest to musiał być taki okres kiedy jej nie było i nie ulegała entropii, musiała mieć początek, czyli została stworzona, istnieje więc wieczny niezależny stwórca niematerialny który dał początek materii i wskutek czego choć zbliżamy się do kresu to nie minęło tyle czasu byśmy się znajdowali w rozpadzie (bo mieliśmy początek, nie minęło zbyt dużo czasu by entropia zapanowała wszędzie) a tego stwórcę nazywamy Bogiem.
Ważność dowodu istnienia Boga opartego na zasadzie entropii podkreślił papież Pius XII w przemówieniu, wygłoszonym w 1951 roku w Papieskiej Akademii Nauk:
,,(...) Prawo entropii odkryte przez Rudolfa Clausiusa przyniosło nam pewność, że spontaniczne procesy naturalne są zawsze połączone z pewnym ubytkiem wolnej i możliwej do wykorzystania energii, z czego wynika, że w zamkniętym układzie materialnym musi dojść ostatecznie do tego, że owe procesy w skali makroskopowej kiedyś ustaną. Ta smutna konieczność... wymownie przemawia za istnieniem Istoty Koniecznej" (Pius XII, cytowana praca, str. 9-10).
Pozwolę sobie jeszcze przytoczyć inne fakty które poza zasadami termodynamiki jeszcze bardziej "dobijają" nasz wszechświat i zwiększają proces rozpadu i entropii.
2 Promieniowanie. Jest to bądź co bądź, proces zachodzący w wszechświecie stale, dlatego zbita energia, czyli materia innymi słowy ( E=mc2 Energia tego ciała jest równa jego masie pomnożonej przez prędkość światła do kwadratu.) zmienia się w fale elektromagnetyczne i traci przez to masę, materia się rozpada.
3 Czarne dziury. Gwiazdy też nie mają wiecznego życia. Kiedy zabraknie w ich jądrach wodoru który poprzez reakcje termojądrowe zamieniał się w hel gwiazda kończy swój żywot i najczęściej dzieje się tak że masa danej gwiazdy zapada się do środka (słońce nasze dlatego jest takie duże bo ciągle z jądra gwiazdy wypychana jest olbrzymia ilość energii. Faktem jest to że gdyby reakcje termojądrowe ustały to powierzchnia gwiazdy zapadnie się do środka, to tak w nawiasie) i tworzy się ogromne ciśnienie a przestrzeń się zapada do środka i wszystko zostaje wessane tak że nawet światło się nie wydostanie, powstaje czarna dziura, gdzie materia zostaje pod wpływem gigantycznego pola grawitacji unicestwiona.
Tam dzieje się przeważnie ale gwiazda może również gwałtownie eksplodować (tak zwane supernowe) i resztki tej materii ulegają powyższym procesom.
Z tym poniższym zdaniem nie musicie się zgodzić to tylko moje przemyślenie (Jeżeli prawdą jest to, że prędkość światła nie wystarczy żeby wydostać się z czarnej dziury to wpadający tam meteoryt albo kometa czy cokolwiek innego musi się rozpędzać tak szybko, że powinna się spalić, albo zostać zgnieciona czy rozdrobniona na piach a wzrośnie tylko masa czarnej dziury, co zwiększy także pole grawitacji.
4 Antymateria. To tylko hipotezy, że we wszechświecie mogły by znajdować się obiekty złożone z antymaterii ale faktem jest to że jest jej ślad. Np: pozyton - to jest cząsteczka antymaterii. Jest to materia o przeciwnym ładunku elektrycznym. Skoro elektron ma minus to pozyton ma plus.
Gdy materia spotka cząsteczkę antymaterii, następuje jej zniszczenie i pozostanie tylko energia, nie ma nic, tylko ślad wykonania pracy, czego skutkiem jest ta energia cieplna, która wkrótce przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie wskutek wyrównania temperatury.
Wiadomo też, że po wielkim wybuchu powstała materia i antymateria, i część naszego wszechświata dokonała swego żywota od razu na starcie.
Te i inne procesy oraz prawa fizyki w sposób jasny i pewny dały nam dowód istnienia Stwórcy. Bo gdyby materia nie została stworzona, ale istniała by zawsze, od nieskończoności to już dawno nasz wszechświat znajdował by się w stanie śmierci cieplnej, nie było by już protonów jako stałe fragmenty materii, ale wszechświat byłby zapełniony promieniowaniem, może tu i ówdzie znalazł by się jakiś elektron czy neutrino. Ale sami widzimy, że tak nie jest a wszechświat wydaje się bardzo daleki od równowagi cieplnej, dlatego pewne jest to, że materia nie mogła istnieć zawsze, musiało jej nie być, by nie ulegała prawu entropii a skoro jej nie było zawsze i niczego nie było, lecz teraz jest, to musiała zostać stworzona, a stwórcą świata, (Cokolwiek lub ktokolwiek to jest) nazywamy Bogiem.
Nie ma wykrętów materia nie mogła być zawsze. Czemu więc jest? Musiała zostać stworzona, to znaczy zaczęła istnieć z niczego co materialne, doświadczalne, podległe czasu i prawom fizyki. Kto lub co stworzył materię? Stwórca, czyli inaczej nazywany - Bóg.
A nie mogła powstać sama?
Jak to? Sama?
Po pierwsze to przeczy prawu zachowania masy i energii. A po drugie wywierać na coś jakiś wpływ może tylko coś co istnieje. Materia musiała by więc istnieć prędzej niż istniała ona sama żeby sobie samej dać początek a to jest absurd.
To kim jest ten stwórca? Na pewno nie może być materialny, musiał by wieczny i wszechmocny, oraz musiał mieć świadomość, aby modź działać.
Myślę że to wystarczy. Tak w skrócie to: materia nie mogła być zawsze, więc jej kiedyś nie było. To że teraz jest ma swą przyczynę i ma początek. Sprawcą tego jest Stwórca, czyli innymi słowy - Bóg.
Tak więc do wiary w Stwórcę poniekąd wskazuje współczesna Fizyka.
Mam jeszcze jedno pytanie do was: Czy tym dowodem zajmuje się Ryszard Dawkins także? _________________ Moi ulubieni szachiści: Paul Morphy; Johannes Zukertort; Mikhail Chigorin i Lasker.
Mam jeszcze jedno pytanie do was: Czy tym dowodem zajmuje się Ryszard Dawkins także?
Tak i rozprawia się z nim w kilku zdaniach.
Wystarczy przyjąć, ze nasz Wszechświat nie jest jedyny. Że istnieje wiele równoległych wszechświatów, bądź powstają i giną cyklicznie. Prawa fizyki obowiązują w naszym wszechświecie, ale nie musza obowiązywać w innych. Nasz powstał w momencie Wielkiego Wybuchu, ukształtowały się w nim prawa fizyki i zgodnie z nimi jakoś się przekształca - być może za kilka lub kilka miliardów lat się skończy. Ale albo przekształci się w inny, w którym będzie obowiązywała inna fizyka, albo zniknie bez śladu, ale gdzieś obok będzie sobie istniał inny.
Dla mnie wieczność wszechświatów jest tak samo niezrozumiała jak wieczność Boga. Ale łatwiej jest mi sobie wyobrazić, że nasz Wszechświat to efekt wybuchu jakiegoś innego, który skurczył się do wielkości ziarnka maku, niż że od zawsze był jakiś duch, któremu się nudziło, bo nic się nie działo, więc stworzył sobie wszechświat, w którym gdzieś w jakimś zakątku stworzył (a może samo powstało?) na ułamek sekundy (w skali kosmicznej) życie. To życie się skończy, później skończy się cały wszechświat, a jemu zostanie tylko garstka duszyczek, które będą się wokół niego plątały. Dla rozrywki będzie mógł sobie oglądać inną garstkę duszyczek potępieńczo wyjących gdzieś w oddali. Przy okazji - jeśli Bóg jest wszędzie, to jakim cudem owe dusze, które nie zostaną zbawione będą z dala od Boga?
Moim zdaniem mógł sobie te duszyczki zrobić jednym pstryknięciem palców a cały wszechświat nie był mu do niczego potrzebny.
A przy okazji, to Kant rozprawił się z "dowodami" św. Tomasza czy św. Anzelma jeszcze sprawniej niż zrobił to Dawkins.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach