Wysłany: Pon Cze 13, 2005 8:26 pm Temat postu: Czy umiecie przegrywać?
Nie nawidzę przegrywać. Czasami przez cały dzień przeżywam istne męki z powodu jednego błędnego ruchu, który doprowadził do mojej klęski. Czy z wami jest tak samo? Jak z tym walczyć?
Dołączył: Mar 19, 2005 Posty: 319 Skąd: Z globalnej wioski
Wysłany: Pon Cze 13, 2005 9:55 pm Temat postu:
"Nie traktuj życia poważnie... i tak nie wyjdziesz z niego żywy". Wychodząc z tego założenia naprawdę ciężko się przejmować takimi pierdółkami jak przegrana partia . Traktuj szachy jako zabawę, a podstawienie figury jako okazję do śmiechu _________________ "Czasami myślę, że Bóg tworząc człowieka przecenił nieco swoje możliwości"
//Oscar Wilde//
Ja jak widze ze przegrywam za słabszym od siebie to mnie cos strzyka... a jak z lepszym to jestem w stanie scierpiec kazda porazke...no moz prawie kazda:) ale ogólnie tez nie potrafie za bardzo przegrywac,...i długo przezywam swoje partie...oczywiscie te z realu nie z kurnika:) _________________ Jeszcze nigdy, tak wielu, nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym
Piszczę sobie, bo regularnie tracę sporą przewagę (1-2 piony plus pozycja) w partiach 90+30 (gram prawie wyłącznie takie, na playchess.com, po umówieniu), więc sporo czasu na to idzie.
Ale zupełnie się nie złoszczę - jeśli myślałem na pełnych obrotach i miałem dobre kombinacje, to i mam satysfakcję, i mam postęp. I jest co analizować
Nigdy bym nie powiedział, że gram dla przyjemności i wynik mnie nie interesuje. Gram dla przyjemności i wynikiem się nie przejmuję, ale staram się grać tak, aby roznieść przeciwnika lub mu przynajmniej przywalić.
A że ostatnio to ja głównie dostaję od jednego kolegi po tyłku i niedługo pewnie spadnę do 1500 (choć trend zaczyna się odwracać), to już inna sprawa
Grać dla przyjemności a grać dla rozrywki niekoniecznie oznacza to samo. Umówiona godzina, koncentracja, cisza, rozgrzewka, naturalna szachownica, dwa-trzy razy na tydzień, a dobrze.
Wojtzuch podziwiam, że jesteś tyle w stanie przesiedzieć przy jednej partii na necie.
Ja uważam, że szachy są sportem, który uczy przegrywać.
Sprawdziłem to na sobie. Jednak pierwsze porażki nie były specjalnie bolesne, bo początkowo szachy traktowałem jako zwykłą gierkę, jedną z wielu. Jak się pograło trochę więcej, to ciężko było wyrobić po porażce z nowicjuszem. Z biegiem czasu oswajałem się z myślą, że nie zawsze mogę wygrywać, że wpływa na to wiele czynników, których nie jestem w stanie kontrolować. To jest właśnie urok sportu, nie tylko szachów.
Szachy uczą pokory i szacunku wobec przeciwnika i jego umiejętności.
Najgorsze porażki są po błędach w lepszych pozycjach. Niektórzy nie mogąc tego znieść próbują po zatrzymaniu zegara udowodnić, że mieli wygraną. Nie lubię tego i jak pamiętam nigdy nie robiłem. Co innego obiektywna analiza pozycji i wspólne rozpatrywanie godnych uwagi kontynuacji.
Nie lubię też komentarzów w stylu: "ale z ciebie szczęściarz" albo "gdyby nie czas to...". Nauczyłem się je przemilczać, ale z taką osobą raczej nie podejmę wspólnej analizy.
Najważniejsze to nie dać przeciwnikowi po sobie poznać, że porażka jakoś zabolała. Sam (jako zwycięzca) nie lubię patrzeć, jak ktoś przeżywa naprzeciwko mnie tragedię życiową (lub jak dziecko płacze, to już szczyt). Jako przegrany oczywiście czuję niezadowolenie z tego jak zagrałem, ale najpierw ładnie pogratuluję przeciwnikowi, jakaś ewentualna mała analiza a pożalić to się mogę kolegom.
Podsumowując i jednocześnie odpowiadając na pytanie w temacie stwierdzam, że: tak, umiem przegrywać.
Cześć.
Jak mawiał trener nieco innej dyscypliny "można wygrać, zremisować albo przegrać"
To trzecie bywa zawzwyczaj niemiłe dla przegrywającego, co za tym idzie pewnie bywa miłe dla wygrywającego. Cieszymy się ze swoich zwycięstw..., dajmy pocieszyć się innym. Pogratulujmy, ale nie zwalajmy winy za swoje porażki na szarańczę, zaćmienie i inne takie tam powody.
Moja porażka zawsze jest tylko i wyłącznie moją porażką, nie płaczę tylko staram się dotrzeć do przyczyn, zrozumieć je i wyeliminować. Nie zawsze winna jest moja słaba gra, czasami i inne okoliczności, które odciągają moją uwagę od partii, ale o nich nie należy powiadamiać szanownego(przecież) przeciwnika, porażka jest nasza i tylko naszą(winą), zwycięstwo jest niewątpliwie jego zasługą, po prostu w określonej partii był zwyczajnie lepszy i nie o to tu chodzi czy był lepszy szachowo(technicznie, wiedza), czy poważniej podszedł do parti... wszytkie te aspekty razem wzięte stanowią o wyniku. Dajmy się pocieszyć przeciwnikowi jeżeli wygrał, przecież my też lubimy to robić.
Nie płaczę z powodu przegranych i Wy nie płaczcie analizujmy, poprawiajmy, ulepszajmy, trenujmy a na pewno będzie mniej powodów do naszego(Waszego niezadowolenia).
Pozdrawiam
Krzysiek J.
Wysłany: Wto Cze 14, 2005 7:44 am Temat postu: odp.:
Nikt nie jest doskonały. Nawet sam Kasparov ma na swoim koncie porażki.
Nie można zawsze wygrywać. Życie nie jest usłane różami... Trzeba się z tym pogodzić. Czy porażki bolą? Oczywiście, że tak. Na pewno nie jesteśmy po przegranej partii w stanie euforii. Mamy żal do nas samych, że popełniliśmy błąd, ale przecież na swoich błędach się uczymy...
Duzo zalezy, jak wazna jest ta partia. Od kilku lat gram tylko na kurniku i porazki jak i zwyciestwa na tym serwerze nie daja mi ani radosci ani smutku, natomiast porazki w partiach turniejowych(tych prawdziwych turniejowych, a nie turniejow na kurniku ) na zawsze tkwia w mojej pamieci(momo ze juz ponad 6 lat nie gram w turniejach, ale mam zamiar powrocic ).
A gdy przeciwnik mi pisze, ze wygralem tylko dlatego, ze on sie pomylil, to uwazam moje zwyciestwo za 2 razy cenniejsze, a to z tego wzgledu, ze potrafilem z przegranej partii zrobic wygrana. Niestety zwykle jest odwrotnie, czyli z wygranej robie przegrana.
Tutaj na forum ja jestem arcymistrzem przegrywania wygranych partii. Jak ktos nie wierzy, to niech wejdzie na kurnik i przegladnie moje partie, a nie bedzie mial juz zadnych watpliwosci .
W szachach każdy może wygrać z każdym. Bo tak np. w innych sportach sprzęt jest bardziej istotny.A więc po wygranej należy grać dalej tak samo po przegranej .Czasem lepiej przegrać ze słabym na kurniku a nie na ważnym turnieju ja mam takie założenie.
Wojtzuch podziwiam, że jesteś tyle w stanie przesiedzieć przy jednej partii na necie.
Jak pisałem, gram na półmetrowej desce, a na ekran patrzę tylko wtedy, gdy mi komp zasygnalizuje ruch przeciwnika i kiedy sam muszę go wykonać. Zresztą gram prawie wyłącznie umówione partie, nie muszę się męczyć bez sensu z 2x słabszym przeciwnikiem.
Cytat:
Niektórzy nie mogąc tego znieść próbują po zatrzymaniu zegara udowodnić, że mieli wygraną. Nie lubię tego i jak pamiętam nigdy nie robiłem. Co innego obiektywna analiza pozycji i wspólne rozpatrywanie godnych uwagi kontynuacji.
Nie lubię też komentarzów w stylu: "ale z ciebie szczęściarz" albo "gdyby nie czas to...". Nauczyłem się je przemilczać, ale z taką osobą raczej nie podejmę wspólnej analizy.
No, na takie to sobie też nie pozwalam, ale jak wiem, że zrobiłem idiotyczny błąd i przegrałem wygraną partię, to lubię od razu wskazać błąd, tak samo jak błąd przeciwnika w odwrotnej sytuacji. Ale ostatnio, gdy właśnie coś takiego się zdarzyło, tylko że ze strony przeciwnika, to napisałem mu, że wygrałem właśnie dzięki jego poważnemu błędowi (nie zauważył). Jak zremisowałem wygraną, to napisałem, że w gruncie rzeczy jest sprawiedliwie, bo wcześniej miał mnie w garści.
Uważam, że w takich komentarzach nie ma nic złego.
Co innego jednak gadanie w stylu: eeee, farciarz, i tak jestem lepszy. Jak ktoś nie umie się skoncentrować, to jest w dziedzinie koncentracji gorszy i tyle. To jeden z podstawowych aspektów. Jak ktoś ma tremę na scenie i całe aktorstwo z prób idzie w diabły, to nie jest tak, że wciąż jest dobrym aktorem, tylko się do aktorstwa nie nadaje i tyle.
Nie, nie umiem przegrywac.
I nigdy nie umialem.
Tak jest niestety we wszystkim, nie tylko w szachach : ((
A co do rozpamietywania i uzalania sie nad soba, to wszystko zalezy od wagi danej partii.
Aczkolwiek kazda przegrana powoduje u mnie zlosc.
Oczywiscie nie na przeciwnika tylko na siebie.
Na szczescie w wiekszosci przypadkow szybko mi przechodzi.
Jak już wyżej pisałem zależy jak ważna jest ta partia, ale ostatnio na kurniku jak w trzyminutówce mając wieżę więcej w końcówce wieżowej przegrałem, to troszkę mnie to zdołowało. Przegrałem przez to chyba 5 następnych partii .
Jak już wyżej pisałem zależy jak ważna jest ta partia, ale ostatnio na kurniku jak w trzyminutówce mając wieżę więcej w końcówce wieżowej przegrałem, to troszkę mnie to zdołowało. Przegrałem przez to chyba 5 następnych partii .
Jeśli to nie był turniej, to trzeba było odpocząć, herbaty się napić, czy czego innego...
Pozdrawiam
Krzysiek J.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach