Wysłany: Pon Kwi 16, 2007 5:51 pm Temat postu: Sens nauki końcówek.
Nie wiem dlaczego wszyscy tak polecają naukę końcówek. Moim zdaniem w grze końcowej podstawą jest dobre liczenie wariantów, a technika dopiero na drugim miejscu. Kiedyś dostawałem niezłe lanie w grze końcowej, a teraz już jest inaczej, mogę śmiało powalczyć w końcówkach nawet z lepszymi mimo iż wogóle gry końcowej nie ćwiczę. Moje wcześniejsze porażki były właśnie powodem słabego obliczania, słabej taktyki.
Jestem przekonany, że zawodnik który nigdy w życiu nie zajrzał do żadnej książki o końcówkach ale dobrze liczący warianty i tak potrafi w nich lepiej zagrać niż ktoś kto nad nimi dużo pracuje, ale jest słaby w obliczaniu.
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Wysłany: Pon Kwi 16, 2007 6:25 pm Temat postu: Re: Sens nauki końcówek.
lk85 napisał:
Nie wiem dlaczego wszyscy tak polecają naukę końcówek. Moim zdaniem w grze końcowej podstawą jest dobre liczenie wariantów, a technika dopiero na drugim miejscu. Kiedyś dostawałem niezłe lanie w grze końcowej, a teraz już jest inaczej, mogę śmiało powalczyć w końcówkach nawet z lepszymi mimo iż wogóle gry końcowej nie ćwiczę. Moje wcześniejsze porażki były właśnie powodem słabego obliczania, słabej taktyki.
Jestem przekonany, że zawodnik który nigdy w życiu nie zajrzał do żadnej książki o końcówkach ale dobrze liczący warianty i tak potrafi w nich lepiej zagrać niż ktoś kto nad nimi dużo pracuje, ale jest słaby w obliczaniu.
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
b
Zgadzam sie z Toba .
W szachach trzeba liczyc do 3 , kiedys mistrz Dzieciolowski mowil,ze wystarczy dobrze liczyc do 2 by zostac mistrzem POLSKI,ale to bylo w latach 50-siatych 20 wieku.
Mysle ze liczenie dobrze do trzech w 21 wieku starczy by zostac kiepskim arcymistrzem, lub Mistrzem POLSKI.
Na razie zachecam do liczenia do 2 , a jak juz to opanujecie to przejdziemy do liczenia do TRZECH.
Liczenie do 2 posuniec > www.konikowski.net > jesli jest wiecej niz 4 ruchy to polecam tylko dla Polskich Arcymistrzow,by cwiczyli codziennie te pozycje,kondycja szachowa jest gwarantowana....
Polecam do samodzielnej analizy partie na stronie J.Konikowskiego...
Koncowki juz w tym tygodniu beda na stronie Jerzego _________________ puzzle,strony,szachy,diagramy
Wysłany: Pon Kwi 16, 2007 6:40 pm Temat postu: Re: Sens nauki końcówek.
lk85 napisał:
Nie wiem dlaczego wszyscy tak polecają naukę końcówek. Moim zdaniem w grze końcowej podstawą jest dobre liczenie wariantów, a technika dopiero na drugim miejscu.
Wszystko zostało już na ten temat powiedziane i brałeś udział w tamtych dyskusjach. Ci "wszyscy" to także pokolenia czołowych szachistów, ale może uważasz, że wiesz lepiej. Jeszcze rozumiem, że ktoś uważa K+G+S – K za zbyt rzadką pozycję, czy ma rację, czy nie, ale takich pozycji jest mnóstwo.
A ja mam całkowicie odmienne zdanie. Można liczyć ale ma to sens na kilka ruchów do przodu a końcówka to klasyczna strategia. Tutaj trzeba wiedzieć gdzie powinny w przyszłości stać figury, jak powinny być ustawione piony i przede wszystkim - gdzie powinien stać monarcha.
Jest taka słynna anagdota jak podczas dużego turnieju kilku czołowych graczy siedzoało przy stoliku nad końcówką (omawiali jakąś partię) i szukali wygranej. Głowili się i liczyli warianty i nic nie mogli z tym zrobić.
Przechodził Capablanca i zainteresował się pozycją, zerknął i w dwie sekundy poprzestawiał figury na szachownicy (po prostu poprzestawiał) i powiedział: "to jest wygrana pozycja".
W końcówce figury należy odpowiednio ustawić.
Po drugie końcówki to schematy(niestety setki schematów )dlatego to takie trudne).
Wystarczy sytuacja, że jest np. taka możliwość: biały król kosi piony na królewskim skrzydle, a czarny na hetmańskim. Trzeba umieć obliczyć, czy warto na coś takiego pójść czy może zrezygnować z tego planu, bo przeciwnik szybciej wyrobi hetmana.
Wystarczy sytuacja, że jest np. taka możliwość: biały król kosi piony na królewskim skrzydle, a czarny na hetmańskim. Trzeba umieć obliczyć, czy warto na coś takiego pójść czy może zrezygnować z tego planu, bo przeciwnik szybciej wyrobi hetmana.
Pos. białych.
Wygrana czy remis? Proszę, licz!
Jak za proste, to skomplikujemy, dodamy jednego piona!
Elementarz. Niedawno ustawiłem te zadanie w domu. Córka rozwiązanie podała po 5 sekundach. Nie dlatego że znała pozycję, a dlatego, że rozumiała ją. Pozy nie znała, ale znała inną, podobną. Wystarczyło tylko zaszczepić metodę.
Syn liczył i liczył i nie doliczył. Po 5 minutach spadła chorągiewka.
Znam kilku mocnych kandydatów, którzy prawie wcale nie liczą. Ustawiają domek i tak sobie lawirują tymi figurami, wymieniają, lawirują, wymieniają i w końcówce rozstrzygają partię na swoja korzyść.
No proszę, nie jest ze mną tak źle jak myślałem. Też rozwiązanie podałem po 5 sekundach : p
Ja po 8,63s, ale za to rozwiązanie było prawidłowe!
W drugiej próbie udało mi się zejść już do 0,21s (oczywiście liczone od wczytania strony)
Wpisujcie swoje czasy. _________________ pay attention or pay the price
Wysłany: Wto Kwi 17, 2007 11:13 am Temat postu: Re: Sens nauki końcówek.
lk85 napisał:
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Jeśli Ci to powiedział Twój trener, to natychmiast Go zwolnij. Jeśli sam to wymyśliłeś, to "wstań, powiedz przepraszam i wyjdź".
Ja też dam zadanko:
Czy czarne będąc na posunięciu mogą tu zremisować?
Liczenie zajmie kupe czasu, a jeśli znasz teoretyczną pozycje, to jesteś gość po 0,19 sekundy byku szybszy od braina .
No to nie wiem, może ja po prostu mam takie szczęście do tych końcówek, w których TRZEBA dużo liczyć. Byku mnie nie obchodzi zdanie trenerów, bo skąd oni mają wiedzieć co na mnie działa a co nie? Na każdego działa co innego. Kiedyś ślepo wierzyłem zawodnikom lepszym odemnie, kazali mi analizować partie arcymistrzów i mmo gry w wielu turniejach ciągle miałem III kategorię, czyli 0 postępów.
W turnieju w którym ostatnio grałem 2 partie zakończyły się walką w końcówce. W sumie uzbierałem z tych 2 partii aż 1,5 punktu z zawodnikami o rankingach blisko 2000. Wkleję tutaj jedną z nich, bo w tej partii w pewnym momencie powstała bardzo równa pozycja i można było sprawdzić co tak naprawdę się liczy.
No to nie wiem, może ja po prostu mam takie szczęście do tych końcówek, w których TRZEBA dużo liczyć.
A może trafiasz na przeciwników z podobnym podejściem?
Cytat:
Byku mnie nie obchodzi zdanie trenerów, bo skąd oni mają wiedzieć co na mnie działa a co nie? Na każdego działa co innego.
Jest mnóstwo pozycji, w których nic nie działa poza tym, że trzeba je znać i rozumieć. Wielu z nich komputer nie policzy, więc o czym mówimy...
Poza tym złożone pozycje często sprowadzają się do wielu mniej złożonych, wiesz także, do czego powinieneś dążyć, czasem dwa dodatkowe piony nic nie zmieniają i tak dalej. Zresztą takie pozycje jak ta Twoja też są omawiane w książkach, więc masz już pojęcie o konkretnej strategii.
Jest jeszcze to, na co wszyscy zwracają uwagę: zrozumienie bardzo elementarnych mechanizmów, czego może nie dać gra praktyczna i analiza wcześniejszych faz gry.
Liczenie wariantów w kocówkach jest bardzo istotne - masz oczywiście racje. Ale twierdzę, że znajomość elementarnych, teoretycznych pozycji jest nie mniej istotna. Załóżmy: grasz z pionkiem mniej w końcówce, liczysz wariant na 5-6 posunieć (to chyba niemało, prawda?), po którym wymieniasz figury i dalej zostajesz z pionkiem mniej. Jeśli znasz pozycje i wiesz, że masz w niej remis, to w tym momencie dalej liczyć nie musisz. A jeśli nie znasz, to co wtedy? Idziesz na ten wariant czy nie? A może liczysz następne 10 ruchów w pamięci?
Ponadto liczenie wariantów wynika z założenia jakiegoś planu (np. cykne pionkiem, skoczek tu, tu i tu i są widełki) i wyboru ruchów kandydatów taka jest kolejność, a nie odwrotna.
Nie mam zamiaru Cie pouczać, tym bardziej, że uznaje Cie za szachiste lepszego od siebie, ale spójrz krytycznie na własne twierdzenie o "bezsensie nauki końcówek".
Ileż to razy można usłyszeć teksty w stylu "mogłem zremisować tę wieżówkę, ale zamiast szachować z boku, należało to uczynić od tyłu" (bądź na odwrót). To właśnie znajomość elementarza pomaga wybrać tę właściwą kontynuację. Liczenie oczywiście jest ważne, ale zanim zaczniesz liczyć, musisz wiedzieć co liczyć.
Pamiętam, że kiedyś toczyły sie batalie na tym forum, o sensie nauki matowania gońcem i skoczkiem. Nie będę wytykał palcami oponentów, którzy twierdzili, że znajomość tego typu pozycji jest zbędna. Przyznam szczerze, że sam odkładałem przypomnienie dzieciom metod (ostatni raz przerabialiśmy je dosyć pobieżnie jakieś 1,5-2 lata temu). Wiedziałem, że kiedyś osiągnie poziom, w którym rywale i on sam będący w beznadziejnej sytuacji będą szukali swoich szans w "trudnych" końcówkach. I oto dziś na OOM po 5,5 godzinach gry Krystianowi przyszło dać mata gońcem i skoczkiem! Mimo iż jak sam powiedział przez telefon, że zapomniał o manewrze W, to jakoś wymęczył rywala i wygrał. Obawiam się, że gdybyśmy nigdy nie poruszyli tego tematu(choćby nie wiem jak dawno to było, to zawsze coś w głowie zostanie), to musiałby zadowolić się remisem. W sytuacji gdy ma się dwie figury na szachownicy, to uczucie rozczarowania takim wynikiem jest chyba gorsze niż porażka.
Z tego co pamiętam to ja chyba byłem jednym z tych co pisali, że ta umiejętność jest zbędna. W sumie nadal twierdzę, że bez tego można się obyć, choć oczywiście warto posiadać taką umiejętność. Ja niby znam podstawy podstaw matowania gońcem i skoczkiem, ale pewnie bym sobie nie poradził gdyby doszło do takiej sytuacji. Postarałbym się jednak ze wszystkich sił, żeby taka pozycja nie zaistniała.
Wiem, że kiedyś zapewne przykro się rozczaruję gdy będzie w ważnej partii jakaś książkowa końcówka i obiorę błędny plan gry, no ale cóż...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach