2003_08 Magazyn SzachistaStrona: 2/2 (468 słów w tym tekście) (4565 ) 
Od redakcji
Ostatnio w Europie pojawiło się trochę turniejów kołowych, niezwykle ważnych dla rozwoju szachisty. Nie dobiera się partnera „z doskoku”, ale lista uczestników jest znana z góry, co pozwala na dokładne przygotowanie się na rywala, często nawet przed turniejem. Naturalnie trzeba też brać pod uwagę, że przeciwnicy postępują podobnie. Szkoda, że w tych turniejach brak jest polskich szachistów, poza nielicznymi wyjątkami. W PZSzach nikt nie promuje młodych graczy, a oni sami nie są w stanie przebić się przez konkurencję.
W kraju pozostają festiwale o różnym stopniu trudności, ale cel tych turniejów jest inny. To przede wszystkim spotkania miłośników królewskiej gry, amatorów i zawodowców. Uczestnicy dyskutują, zbierają doświadczenia, a ponadto starają się przyjemnie spędzić czas, gdyż jest to często ich jedyny urlop w roku.
Drugim forum są wrześniowe rozgrywki o DMP - ekstraliga, I liga i II liga. Toczy się dyskusja na temat lig dojazdowych oraz punktów meczowych. Miałem przyjemność grać w latach 1953 -1993, w 35 ligach, dojazdowych i skoszarowanych, takich w których o ostatecznej kolejności decydowały zarówno punkty małe i takich, gdy decydowały punkty meczowe. Każdy z tych systemów ma swoje wady i zalety. Nie ulega wątpliwości, że ligi dojazdowe znacznie lepiej popularyzują szachy, a koszty nie są większe, bo przykładowo na mecze nie muszą jeździć zawodnicy rezerwowi, od których roi się na skoszarowanych rozgrywkach.
Przy 10 drużynach, mamy pięć par, co oznacza tylko dwa-trzy wyjazdy dwudniowe (po dwa mecze) oraz dwukrotne lub trzykrotne organizowanie analogicznych meczów we własnej siedzibie klubu. W sumie tylko cztery weekendy i jedna sobota, ale nawet w tej sytuacji poważnym problemem jest ułożenie terminarza. Nie ulega wątpliwości, że przy dużych różnicach w poziomie gry drużyn, bardziej sprawiedliwe są punkty meczowe, aby o ostatecznej pozycji w tabeli decydował bezpośredni pojedynek, a nie konfrontacje ze „słabeuszami” na poziomie zwycięstw
6-0 czy 5,5-0,5. Z kolei, przy wyrównanym poziomie czołówki lepiej sprawdzają się małe punkty.
Więcej kłopotów sprawia II liga dojazdowa, grana systemem szwajcarskim, ale i tu można wymyślić system kombinowany i ustalić z góry mecze w trzech pierwszych podwójnych rundach (I do VI). Ostatnie cztery rundy już w normalnym układzie. Absencja drużyny na jakimkolwiek spotkaniu, to automatyczna roczna karencja, dwie absencje - dwa lata przerwy. Naturalnie we wszystkich ligach dojazdowych muszą decydować punkty meczowe. W takich sytuacjach niesłychanie wzrasta rola kapitana i jego decyzje są niezwykle odpowiedzialne. Musi to być szachista bardzo rutynowany i na bieżąco oceniający sytuację we wszystkich partiach zespołu.
Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny |